poniedziałek, 4 czerwca 2012

Ta zła

Wczoraj nie po raz pierwszy wylądowałam w Coffeeheaven na kawie mocca bez bitej śmietany za to z podwójnym espresso i chudym mlekiem.


Nie ma się z czego cieszyć, bo choć kawa jest jedną z moich ulubionych, to powód tego wyjścia jest nieciekawy.
Znowu kłótnia z mężem.
Poszło o odsmoczkowanie naszego młodszego dziecięcia. Ma dwa latka i najwyższy czas.
Mąż jest za mało stanowczy. Po doświadczeniu z córką wiem, że trzeba dziecku dobrze wytłumaczyć o co chodzi i jak zrozumie, to krótka piłka: "Tata wyrzucił bach, nie ma dydy" i koniec.
Jak mały przypomniał sobie o smoczku i zaczął lamentować. Miał też duży problem z zaśnięciem bez niego.
Mój mąż chciał się złamać i już w wielkim szale szedł po "dyda". Nie wyrobiłam i wykrzyczałam mu: "Że ciota z niego nie facet" i wyszłam z domu, bo nie mogłam wytrzymać.
Wszystko w nerwach. Wiem, że przesadziłam, ale jak zobaczyłam, że on sobie nie radzi, że zaraz będzie wył razem z dzieckiem to stałam się taka bezsilna. Przecież on ma być naszym oparciem. Ma być silny, stanowczy, a nie miękki. Dlaczego ja muszę być ta zła????
Ta co oducza smoczka, oducza pampersów, zabrania słodyczy.... A tatuś zawsze cacy, zawsze ulubiony, zawsze ukochany?
Wrrrrrrrrrrrrrr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz