sobota, 2 czerwca 2012

Perfect housewife

To co zrobiłam dziś z kuchnią można podciągnąć pod fitness. Trzy godziny szorowałam wszystkie szafki w środku i na zewnątrz, umyłam lodówkę na blysk. Potem wzięłam się za szafkę pod zlewem, gdzie trzymamy kosz na śmieci a obok słoiki z przetworami. Był tam syf, kiła i mogiła. Odkryłam, ze jakiś słoik z powidłami pobił się z tyłu i powiodła wymieszane ze szklami oblepialy mi sciane i podloge z tylu i do tego jskues rury od zmywarki. To była masakra. A na koniec jak już myślałam, ze po robocie, wyślizgnął mi się z ręki pojemnik z kapustą kiszoną, która dziś gotowałam.
Cała podłoga w kapuście, kapusta wpadła nawet pod lodówkę. Musieliśmy ją z mężem odsuwać. Daruję Wam opis tego, co było za lodówką :-)
Po tym wszystkim żałowałam, ze w ogóle się brałam za ta kuchnię, bo pol dnia zmarnowałam. A teraz czekam aż dzieci pójdą spać, żeby odpalić sobie jakiś film. Na męża nie mam co liczyć, bo powiedziałam mu, ze jest zgredem i się obraził. Nie wiem czy się na winie znowu nie skończy. Wczoraj poszło jedno, mam jeszcze drugie. Najpierw jeszcze muszę, zaliczyć wizytę teściów, bo mają na chwile wpisać przy okazji załatwiania czegoś w naszym pięknym mieście.
Odpoczęłam tak:


1 komentarz:

  1. Wyobrażam sobie jaka byłaś wściekła po tej kapuście...miłej niedzieli :*

    OdpowiedzUsuń